poniedziałek, 31 października 2011

Shooting scene at CC TV

Historia się rozrasta, pojawiają się nowe argumenty... Jest się czego bać! 


praski street art





"Don’t you ever fall in love with me"

I don’t need your lips to say my name
I don’t need your arms to bond my waist
That I belong to you I’m eager not to hear
Don’t you ever fall in love with me

For funny things like this
I am too big, you know
I walk where shoes of suede
Are leading my blue soul

You want to take me up
Just into seventh heaven
You want to walk me down
The aisle and stay together
But…

Don’t you ever fall in love with me…

You want to pay our bills in half
And take my doggy for a walk
Dear me, I think it’s far enough
If we sip a cup of tea and talk

I want to leave my house
At night and paint the town red
So don’t wait, my “to-be” spouse,
I am so far ahead.
And remember…

Don’t you ever fall in love with me…

“Love, she will guide us, long live the queen!”
The newlyweds think, when bells a’ring
But then you see a shooting scene:
“Husband killed wife”  at CC TV

Don’t you ever fall in love with me…



I can't quit you, baby

niedziela, 30 października 2011

Przyprawianie życiorysu

"Sól i pieprz"

Czego nam brakuje, by powiedzieć
"Już niczego nam nie brakuje"
Musisz zamknąć oczy, wtedy
Widać lepiej.

Biorę tylko to z twych dłoni, 
Co mi z dłoni zechcesz dać
Muszę zamknąć oczy, wtedy
Widzę lepiej. 

Sól i pieprz 
Dodaję do życia
Smakuje lepiej 
Sól i pieprz 
Mieszam z wódką 
Smakuje lepiej

Pomiędzy dziś i jutro rośnie paranoja 
Paranormalne stany, niestabilne sny 
Dlatego zamykam oczy, wtedy 
Widzę lepiej.

Zabieram tylko to z twych dłoni 
Co mi zechcesz z dłoni dać
Otwórz oczy
To ja, to ja

Sól i pieprz 
Dodaję do życia
Smakuje lepiej 
Sól i pieprz 
Mieszam z wódką 
Smakuje lepiej

sobota, 29 października 2011

Oddział toksykologii - zapisuje się (2003)


Na oddziale toksykologii leżą obok siebie Miłość i Strach. 
Doktor Spouse podał sztuczny vicodin, utrzymuje obu pacjentów w stabilnym stanie. Lekko otumania, nie należy przeciążać rozmową. 
Są pewne wspomnienia, które należy zostawić w szpitalnej kostnicy. Nie poddawać sekcji. 
Śmiertelne choroby są po to, aby uratować świeży kod genetyczny przed rozkładem i usterkami. 
Natura poradzi sobie sama. Wyśmienicie. 
Operacja się udała, pacjent zmarł. 

Bez-cześć ich pamięć! Komentarz szpitalny Kingi i Leszka.


***

rozmawiałam o tobie
nad herbatką z marakuii
wstapiła we mnie wiara
i z iskrą w oku
opowiadałam
i czułam jak bardzo jesteś
dla mnie ważny
ale nie powiem ci o tym
tak dokładnie i wprost
bo może pomyślisz
ze to przez ten owoc marakui


 ***

wypadam blado
w porównaniu z tobą
w zderzeniu atomów
pobladłych z rzeczywistości
jak atrament
na dawnej umowie o pokój


***

niesiemy lektykę
naszej (nie bójmy się nazwać)
miłości
stąpając z napięciem
do pierwszych kropli potu
w opary i dym
po skale Wezuwiusza


***

ta sama pora
kilka lat wstecz

jakże było i n a c z e j
czas niesie mnie ze sobą


***

zauważyłeś
jak szybko zmienia się
to co niezmienne
w zamyśle

piątek, 28 października 2011

Haiku

Stare wydanie haiku zebrane przez Miłosza było dla mnie jak objawienie. Wynalezione w zakurzonej kieleckiej czytelni w latach licealnych, zatrzymało na długie godziny. Oto esencja! 
Mistrz Basho w interpretacji Mistrza Miłosza.
Następnie ja. 

***
Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca

***
W mojej nowej sukni
Dziś rano -
Ktoś inny

***
Burza jesienna -
Dziki przysypane 
Liścmi

***
Błyskawica -
Krzyk czapli
Dźgnął ciemność

***
Krople rosy - 
Czym lepiej obmyć
Pył świata



***
Noc go nie ukryje
unurzany w lipie
złodziej

***
nie-dość 
krzyczy mu do ucha
ręce unoszące gładko tunikę

czwartek, 27 października 2011

Dla przyjaciół i dla siebie - zapisuje się (2003)


Na spokojnie, o sobie i o innych. W przestrzeni, gdzie nie dzwoni telefon, kolacja już zjedzona, wilki śpią w ścianach, kołysanie... Myślę o sobie, ze sobą rozmawiam. I liczę na Was. 

by R.Ciok



***

jaka to ulga
dla zmęczonych stóp
w których tętno
rozbiera do snu
zmęczoną mnie
jaki to dzień
jedyny jakiś
dziecka
bez mycia zębów
pile         


***

liczę na was
raz dwa trzy
bez prób
nie obędzie się bez
błędów


"do mojego alter ego"

wyrwij mnie z tłumu
samej siebie


środa, 26 października 2011

You always get what you think you can get - zapisuje się (2003)

Czary mary, srebrne mary
chodzą w koło po podwórku,
ciągną złego psa na sznurku.
Czary mary, pstre koszmary
moją duszę przeszperały,
hycel śpi na posterunku.




"w czasie niedokonanym"

wysprzedałam się
po klawiszu za centymetr skóry

przywiązałam fortepian
do kostki

jeszcze nie tonę
jeszcze nie chcę ratować życia

prąd porusza łodzią

płynie


"pytanie 1"

gdybym wyszła z siebie
daleko obok
to gdzie


"pytanie 2"

gdybym wpadła na siebie
to czy
przypadkiem


***

rozczarowana
rzeczywistością
rozczarowana
rzeczywistość
zaczarowana
rzeczywistość
zaczarowana
zaczarowistością



poniedziałek, 24 października 2011

Don't you ever fall in love with me


Ladies and Gentlemen... Twierdzę, że nie ma to jak dobry, prosty tekst, który będzie niósł treści ponadczasowe i uniwersalne. Jak mówił Tumim "de biustibus non est deputandum". 




"Don’t you ever fall in love with me"

I don’t need your lips to say my name
I don’t need your arms to bond my waist
That I belong to you I’m eager not to hear

Don’t you ever fall in love with me

For funny things like this
I am too big, you know
I walk where shoes of suede
Are leading my blue soul

You want to take me up
Just into seventh heaven
You want to walk me down the aisle 
And stay together
But remember…

Don’t you ever fall in love with me


You want to split our bills
And take my doggy for a walk
Dear me, I think it is bliss
If we sip a cup of tea and talk

I want to leave my house
At night and paint the town red
So don’t wait, my “to-be” spouse,
I am so far ahead.
And remember…

Don’t you ever fall in love with me

“Love, she will guide us, long live the queen!”
The newlyweds think, when bells a’ring
But then you see a shooting scene:
“Husband killed wife” at CC TV


Don’t you ever fall in love with me

Dzień dobry

***

warszawa z rana
ma smak kawy szybko
niesionej
do pociągu

niedziela, 23 października 2011

Dream a little dream - zapisuje się (2003)

"Wyobraźnia ludzka spoczywać nie może, nudzi się nonsensem, a tworzy sobie sens wszędzie, tak jak natura nawet w najniedogodniejszych miejscach zasiewa życie."
K.Iżykowski


Wierzę snom, które śnię. Poddaję się wyobraźni, którą karmię, aby wydała owoce. Mam nadzieję, że to, co wyhoduję, nie będzie gatunkiem mięsożernej rośliny, co pożre samą siebie. Ostatecznie, zwłoki są równie potrzebne w naturze. 


Życie jako magazyn wyrobów zharmonizowanych. 
Magazyn, czyli skład. Upychanie na gorsze czasy, lub w celach wymiany, sprzedaży. Zgadza się. To próbujemy w życiu robić. Kiedyś pragnęłam, aby istniał "bank czasu" - mogłabym tam odkładać każdą niepotrzebną w danej chwili minutę, ona procentowałaby i czekała spokojnie, aż jej użyję w momencie niedoczasowienia okresowego. Magazyn sugeruje, że należy coś na zaś mieć. Choćby kogoś. 
Wyrobów, tworów, rzeczy, myśli. Działanie vs słowo. Gdzie w słowie jest działanie? "Ja ciebie chrzczę". Słowem można zarazić, porazić nawet czy zrazić. Uwieźć, ponieść, obarczyć, podnieść, uskrzydlić, zahipnotyzować, zdemoralizować, ująć, przejąć, zmilczeć. Brak słowa, to również słowo. Milczenie jest słowem - "nie", "tak", w zależności od sytuacji. Wyrobów - czyli pracy. Pracy rąk, namacalnej, jak praca drwala. Artystyczne działania w ramach landartu, prawie jak machanie kilofem. Pracy umysłu - pisanie, logicznych wniosków wysnuwanie dla świata, rządzenie, nierządów smaganie. Z tym gorzej, nie sprzedaje się łatwo. Chyba, że chcą kupić ciebie razem z piórem.
Zharmonizowanych. Harmonia - dążenie do harmonii, renesans odkupienia harmonii wobec chaosu. Sprawne podążanie w wyznaczonym kierunku, holowanie się mozolne lub hulajnogą zwinne pomykanie. W muzyce piękno wyczuwalne, w moim życiu synkopą się nazywa. Gdzie słabość, tam siła. Gdzie niżej, tam do góry. Harmonia moja, na styku z harmonią Twoją gra. Horrendalnie trudno trwać w harmonii, jeśli podlega się zmianom. A podlegamy nim wszyscy. 
Czego sobie życzyć zatem? "Życia jako magazynu wyrobów zharmonizowanych"?







***



nowy rozdział zapisuje się sam
beze mnie

same z siebie
zaokrąglają mi się kształty
myśli gonią jedna drugą
jedna

rozmieniam się na drobne

***

słowa dłuższe
niż
kiwnięcie głową

dalsza część rozmowy
przysypanej emocjami

jest możliwa tylko tu
gdzie czarna godzina pierwsza
ma jeden jasny punkt
monitora

***

wydarzyło się
mówisz, że czas najlepszy
dla tych wydarzeń
to przeszły
a teraz jest nowa
obładowana radością
jesień
wieczory trudne do określenia
udane/nieudane
nasze na rozpiętość palców

***

moje ciało
bez kiczowatej nawet zasłony
rozebrane do naga
włazi krzywo w lustro
każde lustro -
życzy sobie dużo szczęścia
w nagości

sobota, 22 października 2011

Ciąg dalszy historii peronowych




"Śniadanie u Tiffaniego"

Zapraszam Cię na śniadanie u Tiffaniego,
w ręku bułka z kruszonką i kawa.
Stanę na środku chodnika i szeptem
zostawię w Twoim uchu parę słów.

Schowana w czarnym płaszczu sukienka
obejmie mnie zamiast Twych rąk,
kiedy odejdziesz, a ja zostanę,
kiedy odejdę, a Ty zostaniesz.

Pociągi podmiejskie zbierają z peronu
powyciąganych ludzi z łóżek, jak kawki.
W kierunku znanym tylko miejscowym,
jesienna podróż.

Pusta aleja serce parku rozdziela,
samotna ścieżka bez latarni gaśnie.
Odgłosy miasta zamiast Ciebie
szepczą mi do ucha parę słów.

Przymyka oko wronom wieczór
co usiadł rojem pośród drzew i śni.
Stąd niedaleko jest na peron,
jest niedaleko do Twych rąk.

Pociągi podmiejskie zbierają do domów
ludzi dniem wymiecionych, jak kawki.
W kierunku poznanym tylko nielicznym
jesienna podróż.

piątek, 21 października 2011

Puma

Rok temu, dokładnie o tej porze,  pojawiła się w moim życiu. Zmieniła oblicze swego gatunku. Podbiła serce i wpakowała mi się do łóżka. Puma. 

"Ghost Dog"



***
czarna lawa sierści
patrzy na mnie bursztynowymi oczyma
wygina się i pieści
u moich stóp
jej wzrok pokorny
jej bok ciepły i usłużny
mięśnie gotowe do skoku


czwartek, 20 października 2011

Off we go...


Nie dałam sobie żadnej gwarancji, że będzie łatwo. Nie sądzę, żeby wszystkim się to podobało, a nawet wiem, że niektórym się nie podoba. Czasami wiem, że są prostsze rozwiązania, wymagające mniej wysiłku. Są też na pewno sprawy, które można wykonać lepiej, dokładniej, posługując się metodycznym stukaniem metronomu. Wyjąwszy ten niemetaforyczny metronom, którego chcę słuchać. 
Po drodze wieczne rozkopy, kataklizm, jak w pobliżu Wileniaka - wszędzie trzeba chodzić na piechotę, ale dzięki temu więcej widać, spotyka się więcej ciekawych osób, "naraża" na intrygujące sytuacje. 
Tak, niektóre chwile dają w kość. Oczywiście. Life is life. 
Różnica jest jedna - wybór. Nie wiem, czy rodzimy się wolni, czy wolność jest utopijna, pewnie taka anarchistyczna tak. Ale jeśli jest choć jedna sfera, w której Twój wybór robi różnicę (ohydna kalka...), to już dobrze. Bardzo dobrze. 
Moja wyprawa - z dedykacją dla Dżina.
Zostanie powtórzona dzisiaj na żywo podczas naszego Lewińsko-Goździukowego "comming-out". 
Dziś, W oparach absurdu, Warsaw City. 



"Wyprawa"

Stałego lądu nie ma
I nigdy nie było.
Wyspę szczęścia – Atlantydę
Pokrył szlam.
Jestem ja i moje przeżywanie
Dalekie strony, gdzie
Zabieram swoje ciało.
Nie trzyma mnie tu nic,
Swobodne dryfowanie.
Otwarta przestrzeń dnia,
Który wcześnie wstaje

Urwałam się na chwilę
Grawitacji ze smyczy.
Nadęty balon,
Co ciągnął mnie za sobą,
Głośno syczy.

Z tej podróży się nie wraca
Takim samym.
I nie pozna  mnie, czy wróg, czy swój.
Smukła łódź nazywa się „desire”
Przepływa cmentarzem starych prawd.
Ślady słów i rąk – naznaczanie.
Patrz na mnie pod światło,
Oczy zmruż.



wtorek, 18 października 2011

No-body is perfect (2002)


Nie lubimy, kiedy śmierdzi. Unikamy własnych zapachów, unikamy cudzych. Nie wiemy, jak pachnie nam spod pachy. Wstydzimy się tego. Czujemy się zakłopotani. Źle, że pachniemy, źle, że wchodzimy z zapachem w czyjeś nozdrza. Źle, że czyjeś nozdrza nas czują, że czyjeś oczy widzą. 



"obrazki podwójne"

takiej takiej
jeszcze mnie nie widziałeś
jak samochód zatrzymuje mi się
wprost na masce
i jak krzyczę do kierowcy
kurwa, jak jeźdźsz!
jak rzucam mięchem wypluwam mięcho
jak facet czerwienieje i myśli
chamstwo się szerzy wśród młodzieży

takiej takiej
jeszcze mnie nie widziałeś
jak prawie naga skaczę pod sceną
spocona i brudna robię z ciała
rzeźnię i lubieżnię i spiżarnię otwartą
bierz bierz bierz
jak się mięchem staję mięchem krwawię
bierz bierz
tylko ja się liczę i moja brzydka oślizła skóra

takie takiej
jeszcze mnie nie widziałeś

wystarczy woda w kranie
uśmiech dzieńdobry na tym samym skrzyżowaniu

katharsis takie proste

przejdź się ze mną po drodze i wpadnij śmierdzielu
do studzienki z potem

będziemy tacy tacy sami

-I'm a man. - Nobody is perfect ;)

poniedziałek, 17 października 2011

Archipelag

praska mozaika
"Archipelag"


archipelag cały w bieli stwórz na mapie
zgarnij dłonią mnie z kawałków w jedną postać
urywane z życia chwile dajmy sobie
może uda się do jutra razem dotrwać

poprzestawiaj mi w pokoju wszystkie sprzęty
niech nie będzie pusto, czysto, nazbyt jasno
po śniadaniu pies spod stołu zje okruchy
może uda się nam znowu razem zasnąć

nie pomaga w niczym snucie wątłych wizji
w prawym oku, gdzie mniej miejsca jest na smutek
chcę zachować kontur ciała, zarys nieba
w krańce myśli widok płynnie rozesnuty




niedziela, 16 października 2011

Either/Or/Neither/Nor


"The Lady and the Tiger"

wstrzymuję oddech
na długość gitarowego solo
powstrzymać się
nie umiem
i nie widzę dalej
niż za pierwszym zakrętem

zapętlam
w uszach brzmienie
prowadzi mnie przez noc



Everybody loves somebody sometimes...





"Our thoughts (...) without boundaries"


Permutacje losu - Latavce 2002


Zamyślmy się nad Życiem przez duże Ż. Co tam jest? Zbyt dużo myśli, litanie do doczesności, aby stała się wiecznością, piskorzenie i wicie. Przebudzenie ze snu, które bywa gorsze, niż sam sen. Chińskie bajki o oblizywaniu palców.
"To nie ocet zmienia swą treść, tylko ja kolejno wyciągam inny do próbowania palec"
Treść Życia - pasja, inspiracja, bliskość, miłość, samorealizacja, "be good"... Co dla Was jest Esencją?



***

Łysy krwawi
pod horoskopem z myśli
mimo woli puszczanych
latawców

Łysy rozmodlony
oblubieniec mój
w krwawej poświacie

litanię układamy
pewną siebie - 
od losu permutacji
wybaw nas Panie

***

na trasie dziś - nieskończoność

trawiaste przepaście
kamienistej ścieżki
w których tonę

wiję się piskorzę
bo czasem życie, jak sen
budzę się krzycząc w noc
nieskończenie

***

Smakuję swój ocet gorzko
i drżą pode mną kolana
Smakuję tenże sam cierpko
i słone są łzy pod powieką
Smakuję go w końcu na słodko
i z miodem zasypiam na ustach

Nie ocet zmienia swą treść
tylko ja kolejno wysuwam
inny do próbowania palec


Bo czasem trzeba wiedzieć, gdzie powinni nas całować. "I ty, cenzorze, co za wiersz ten, zapewne skarzesz mnie na ciupę..."


sobota, 15 października 2011

B&W

"granica"

nie pytam
gdzie dla ciebie
zaczyna się Rubikon
czy stoję w nim po szyję
czy tylko po kostki
a może
odbijam się w kałuży
b&w
by R. Ciok





czwartek, 13 października 2011

Jesienna podróż

Płaszcze zapinane ciasno pod szyją, rękawiczki często gubione, parasole na deszczu. Szybki chód, zamglone szyby w tramwajach, coraz krótsze postoje w bramach. Każdy czas jest dobry, aby zacząć podróż, dlaczego nie jesień? Jeśli tylko masz łagodną przystań, by się ogrzać, wyrusz. Przecież zawsze możesz wrócić.  


Na fali jesieni - piosenka.



"Śniadanie u Tiffaniego"

Zapraszam Cię na śniadanie u Tiffaniego,
w ręku bułka z kruszonką i kawa.
Stanę na środku chodnika i szeptem
zostawię w Twoim uchu parę słów.

Schowana w czarnym płaszczu sukienka
obejmie mnie zamiast Twych rąk,
kiedy odejdziesz, a ja zostanę,
kiedy odejdę, a Ty zostaniesz.

Pociągi podmiejskie zbierają z peronu
powyciąganych ludzi z łóżek, jak kawki.
W kierunku znanym tylko miejscowym,
jesienna podróż. (...)

poniedziałek, 10 października 2011

Constans co się zmienia - Latavce 2002


Można lubić, co się robi. Mnie podoba się wiersz "Stali w swojej zmienności". Z fazami miałam ostatnio do czynienia w sposób bezpośredni - RWE przyszło, żeby włączyć odcięty prąd... Nie bójcie się, poetka ma z czego żyć :) Ot, wypadek przy (ich) pracy. 



Live your life each and every day...
Keep your hands wide open... 
You can never lose a thing, if it belongs to you... 

What belongs to you? Truly... 


***

skomasowany atak feromonów
spokojną nazwą mami
koci koci miętka

***

przez baldachim z górskiej trawy
wieje mgła
porusza dzwonki
na pryzmatach przeświadczenia
o wieczności chwil

w sobie złożeni
jak baba z dziadem
łapiemy piękno
jak motyle w siatkę
i dym uchodzi z komina

"Stali w swojej zmienności"

U podstaw
pulsują jednym rytmem
piersi kryształowego wzgórza
Światło przez nie
przechodzi fazami
ja minus ty plus
Od białego wdechu
po wyczekującą pustkę
tropimy co w nas piszczy
Nim zbliżymy się do prawdy
zmiana faz następuje
u podstaw 



Moira - Latavce 2002


Stoję tu, w punkcie, do którego nie doszłabym, "gdyby nie" lub "właśnie ponieważ". Czuję, jakbym odbierała Oscara we własnej kategorii. 
"And the Oscar goes to..." - ląduje w moich rękach. 

"Gdyby nie" lub "właśnie ponieważ". 



"Moira"

Moira senna i zmęczona pogonią za odyseuszami oddaje się przyziemnym pracom. 
Wyszywa wzorzyste serwetki sprawnymi, jak jej plany, palcami. 
Misterny labirynt ściegów przykrywa coraz to większą powierzchnię. 
Moira buja się w fotelu, co raz głaszcze rudego kota, a serwetka rośnie. 
W półmroku jej bluesowego wnetrza bezwiednie podtrzymuje wielowiekową tradycję - nitka kryje się, podąża za igłą, wynurza, by znów zniknąć. 
Wieczorem praca skończona, kobiece oczy więdną za znużenia. 
Moira odwraca swoją robótkę - po drugiej stronie wybujał gąszcz przeznaczenia i słowa 
"Circulus vitiosus".

sobota, 8 października 2011

BANG BANG! - Latavce love (2002)

Miłość. Mi-(z)-łość. Mił- ość. Miło-ść. 
Patrzysz z boku, widzisz złość. Patrzysz na wprost, widzisz miło-ść. 
Kiczowaty obrazek w trójwymiarze made in China?
Nie, zemsta bogów za to, że człowiek chciał przez chwilę być nieśmiertelny. Umierać po tysiąckroć, wznosić się i upadać. Wpadać w czyjeś ramiona. Potykać się na schodach do szczęścia. 



***

Kamikadze - boski wiatr
pędzę nabita, jak pocisk
w nowy wymiar śmierci

ku chwale ojczyzny
umieram z głupoty

"niech żyje Cesarz Eros Niezwyciężony"


***

Próba myśli
raz dwa ty


 ***

zaklinam podświadomość
"nie pokonasz miłości"
więc ona jest?

zdumienie konsternacja
gdzie to zapisać?
czy włożyć między bajki

zaklinam podświadomość
więc ona jest
cieniem z szelestu wychodzi

miłością własną