wtorek, 2 września 2014

Kto trzyma koniec

***
kto trzyma koniec
ten zna początek
kto dotrzyma słowa
nie chowa urazy

Obiecałam dać sobie w końcu czas. Nie ułamek chwili, tylko cierpliwe, długie godziny i dni.
Nie łapać tego, co przyjdzie, tylko to, co odpowie na wołanie.
To, czego mi brakuje - cierpliwość. 
...
Że też ja zawsze muszę mieć rację. 
Teraz mi jej właśnie bardzo potrzeba. 


Dla rozrywki za to, bo pomimo wszystko - żyję, bo mam poczucie humoru i cholernie jestem odporna, odrastam jak salamandra. Podobno za to odpowiadają makrofagi - moje to jakieś giganty zmutowane. Tak sobie tylko myślę, czy to nie tak, że odrastające części nie zmieniają się nieco. Może tak być.
Czyli ja, ale już inna.

Dla rozrywki - właśnie.

***

już wiesz
lubię ryzyko
...
nawet chorób serca
i układu krążenia

Praga, ściana Lennona



niedziela, 31 sierpnia 2014

Miejsce dla każdego

Każdy chce czuć, że należy. Tym kierujemy się jako nadrzędną potrzebą.
Chce żyć w społeczeństwie, żyć z kimś w związku, pracować w danej firmie, chodzić do kościoła, do tego samego miejsca jechać na wakacje, pić z własnego kubka, kłaść się po własnej stronie łóżka. Pies chce czuć, że należy. Ja chcę czuć, że mnie chcesz.

Nie jesteśmy wolni. Takimi bywamy. Jak ikarowy lot, tak długo trwa to poczucie. Na chwilę oswabadza z przyziemności.
Chcemy, by nas chciano. Kryje się za tym, a właściwie wcale nie kryje, strach - brak pewności, czy nastanie status quo takie, jak w dniu powstania Raju.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Kiedy patrzę przez ciebie

RUSCY

Boję się
Kiedy mi mówisz
Będzie wojna
I przyjdą po nas 
znowu
rozdzielą
odbiorą nadzieję 
i jutro
Oni czekają 
o pół kroku
Nie zdążę nawet 
cię pokochać.

*** (wieczość)
po 
cienkiej linii
jak dziurawym mostem
idę wgłąb ciebie
nie widząc przepaści

od skoku do skoku
wieczność

***(doczesność)
supłami
dla dwóch różnych lin
zwiąż mi 
doczesność
















Ostatnio dużo więcej czuję. Czuję, jak przepływa przeze mnie muzyka, człowiek, ciąg przyczyn i skutków. 
Czuję, jakby nurt był na tyle silny, że mogę na nim tańczyć, ale go nie powstrzymam, nie zmienię - chodzę po wodzie, jak zbawiciel własnej duszy, spalony słońcem nieelokwentny pomazaniec, co uśmiecha się tylko do innych - w ten sposób chce nieść dobrą nowinę. Sądzi, że inni wyczytają z tego uśmiechu to, co trzeba. Przyjdźcie do mnie - nie wszyscy - a ja was pokrzepię, dam wam pić ze zdroju czystego i zakłócę wasze życie. 
Nie wie prawica, co czyni lwica (ha,ha).

Kiedy patrzę przez ciebie, widzę siebie. Wyraźnie, może zbyt. Tam, gdzie patrzyłam wcześniej widziałam coś innego - może lepszego - z czym jednak nie do końca się utożsamiałam. Jakąś wspaniałą projekcję; druga ja spętana i rzucona w kąt, lekko przysypiała, znużona - jak człowiek po udarze. Siostrzyczka mniejsza i lekko spłoszona, przeciekająca często w oczach, rozpalona na sercu, przypięta do krzyża swoich i twoich rozkoszy. 

środa, 20 sierpnia 2014

wtorek, 19 sierpnia 2014

Mężczyzna od a do z

***

Mężczyzno drażliwy
w palcie do ziemi
czekam by rozwiać
Twe wątpliwości

Mężczyzno wrażliwy
w oknie zawieszam
firankę z rąk
i z nóg zasłonę

Nie drwię
Chodź




Przy pisaniu tego wiersza pomyślałam o axis mundi. Tym, co nas dzieli i nas określa. Jasność i ciemność w ostrym kontraście, a między gałęziami szara strefa. Obaw, oczekiwań, niepewności, kompromisów, uległości, pragnień, które spełniając się, tworzą nowe, większe. Smok o stu głowach.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Haj wrodzony

Leżę na karuzeli,
głową raz w górę, raz w dół.
Nic nie wygląda tak samo,
a ja mam wgląd w siebie samą.



środa, 13 sierpnia 2014

Mapy i znaki

Wyruszę w podróż po półwypach.
Oceaniczny zakręci mną prąd.
Spłynę deszczem do rzek
Porwie mnie wiatr.

Od czubka palca do jeziora
Gdzie żyje język, zwinny gad
Zamoczę stopy, piersi;
Wstyd
Porwie wiatr.

Podniosę mosty zwodzone rąk
Odkryję głuchy tętent serc
Położę głowę pośród traw,
Porwie mnie wiatr.

Rozczeszę dłońmi stepów włosy
Zawyję, jak wilk
Mój głos rozniesie po równinie
Ogień i wiatr.



niedziela, 10 sierpnia 2014

Smokey

***
watery blue eyes
wash me back
to the shore
glacing peacefully my heart
with bright certainty

sultry brown
drill deep caves
in that iceberg



sobota, 28 czerwca 2014

Bladym świtem - łka skowytem


***
wyjajam się z ja
- ja

wyja – jam się
z ja

- ja

słowem się bawię
słowem się zba-wię
zasłów mnie słową 
swoją osobą
zaściel mi w głowie
bądźmy po słowie
w półsłówkach sówka
się chowie
i hu - ha i bu - cha
z mojego brzucha
uch! jak gorąco!
uch! parzo-słońco
przez ucha posucha wypada 
przed ucho w serd-ucho dopada
i gada i gada i gad - a!
gadzim swędem pędzi pędem
psim popędem 
bo chce posłuchać co w brzuchu mi hu-ha!
wytarmosi mnie za ucha
"oj, nie grzeszna!"
grzech wypieszcza z mego wnętrza 
się rozprężam 
uch! jak gorąco!
uch! parzą słoń-ca
się--
ja - jestem słońce
ty - drugie słońce
parzą - ce 
się
do taktu bez taktu
kto inaczej karze?
ja tobie pokażę!
bez taktu bez tchu
to tak tu to tu
i w słowie się płowię
połowem posłowiem
i wpław
szu szaw szu szaw szu szaw szu szaw

niedziela, 8 czerwca 2014

Rewers

Nic nie przeszkadza zacząć od końca.
Krasnoludki przykute obowiązkiem do swoich miniaturowych kółeczek-trybików w gazowej skrzynce skrzypią nocą. Pracują na kilka zmian, wciąż na tych samych kółeczkach. Czasem weźmie ich kaszel albo mała grypa (krasnoludkowa), stąd nasze kółeczka przechwytują inne krasnoludki - i wtedy gazu jakby więcej na liczniku, albo mniej. Wyjedziesz gdzieś na tydzień, nie wiesz zupełnie, że zmiennik na rowerku kręci - a po przyjeździe, bach!, dwie cyfry do przodu i już rachunek większy.
Skrzypią cichutko, ale zawsze - są bardzo sumienne.
Od psa odklejałam ciepłym strumieniem wody wiślany piasek. Pies zmoczony pachnie zawsze mokrym psem. Każdy pies tak samo, jakby woda dopiero odkrywała, że są z jednej pra-matki prze-suki. Zwierze. Stoi potulnie, chyba się nie boi, ale kto wie. Do Wisły z własnej woli przecież, a pod prysznic jednak nieco siłą.
Jaśmin po drodze już zawsze będzie mi się kojarzył z latem na wsi, wozem drabiniastym i hałdą dzieciaków. Podwórko, gęsi, zawsze dużo cebuli, kwitnie wysoko i pięknie - gdyby nie ten smród przeraźliwy, wciska się do nosa i w ubranie, że nie można oddychać.
Ale jaśmin. Przyniesiony pełną kiścią, naręczem, jak się trzyma niemowlę. Biały, żółto nakrapiany, cienistozielony bukiet. I tylko dla mnie. Wybrana na tym wozie, szczęsliwa, dumna, zaskoczona, ale nie zdziwiona, że dla mnie. Wpięłam małą gałązkę za wsuwkę i znów mam pięć lat.
Plaża po ulewnych deszczach jeszcze bardziej wilgotna, niż zwykle. Mam nadzieję, że nie złapię wilka. Długi wał wkracza w wodę, jak most donikąd. Most znów - tylko dla mnie, pojedynczy. Mogę iść po nim "nie sama, a w towarzystwie, naga, a ubrana, nie głodna, ale nie nasycona".
I jeszcze pszczeli kit. Skąd pszczeli kit? To okna. W starych kamienicach, gdy letnio i parno, wosk oddaje swoje tajemne bzyczenia i głaskania ciepłych, włochatych ciałek. Są ludzie, którzy nie odróżniają osy od pszczoły. Walą bez opamiętania w jedno i w drugie. To grzech zabić pszczołę. To jakby zabić człowieka albo psa.
Tak się zbieram, kiedy się rozpadam. Powoli, jednostajnie i w zachwycie, że czuję siebie znów, a smak mam upojny, imię donośne, jak krzyk walkirii.