Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 lutego 2026

Zmiana warty

Kiedy patrzę na jej zdjęcia, przypominają mi się historie, jakie opowiadała.

    Jak wyprowadzała całą klasę na wagary, żeby skakać po budowie domu i raz ktoś złamał nogę… Jak jeździli z bratem, Adamkiem, jak go nazywała, na świniach z przydomowej hodowli…Jak odwróciła obrazki ze Stalinem w dniu jego śmierci i miała 4 z historii, bo nie chciała się uczyć o komunistycznych republikach… Jak nie cierpiała fizyki i pani profesor, za to kochała język polski i czytanie, a potem zdała na Politechnikę, bo się założyła z chłopakami z klasy, że zda… Jak miała urodzić się Marysia i mieszkały razem z dziadkiem Józefem i babcią Janiną, a potem Marysia się babci skarżyła, że “ta Twoja Córka znowu mi wyżarła czekoladę”... Kochała słodkie! Mogła jeść masami! Najchętniej chałwę, pączki, ptasie mleczko i czekoladki z miętowym nadzieniem.

    Jak miewała narzeczonych, ale najbardziej ją rozśmieszył taki jeden, co był lekarzem i jej robił operację na wyrostek w ostatniej klasie liceum, zakochał się i chciał się żenić, a ona ze śmiechu spadła z krzesła! Obraził się podobno i powiedział, że skoro nie może ożenić się z tą, którą kocha, to ożeni się z najbogatszą. I tak zrobił. Jak mama jej szyła piękne sukienki, jak była gospodynią w klasie i z ogromnym zaangażowaniem pilnowała porządku, aż ktoś jej na złość złamał pióro wieczne, z paczki z Ameryki od byłego amanta babci. Jak jej dziadek, Jan Teofil Nepomucen Lemański, ambasador w Persji, wziął jej twarz w dłonie i powiedział, że jest taka podobna do jego ukochanej babci Kasi. Jak Marysia odpowiedziała kiedyś na pytanie, gdzie jest mama, że się “zamalinowała” - bo rwała maliny i nie było jej wcale widać z krzaków. Jak sadziła z moim ojcem sto krzaków pomidorów i one rosły niewyobrażalnie, mimo, że doglądała ich jeżdżąc z Kielc do Pacanowa. Jak posadziła cały szpaler sosen, świerków i modrzewi na działce, wiozła je z gór, takie tycie i cienkie, kochała te drzewa najbardziej na świecie - a one mają teraz 10 metrów. Jak strzelała z pistoletu na szpaki, jak nocami gotowała przetwory w wielkim garze. Jak upolowały z Pumą bażanta w drutach wysokiego napięcia. 

    Jak zakochała się w moim ojcu, jak trochę nam zazdrościła, że ja taka córeczka tatusia. Jak mi powiedziała raz tak piękną bajkę, że pamiętam swój zachwyt. Jak koiła moje serce. Jak nosiła na rękach swoje wnuczki i z każdym kolejnym mówiła, że tego właśnie kocha najbardziej. Traktowała dzieci poważnie. Wiedziała, o co zapytać, nigdy nie było z nią głuchej ciszy. Jej opowieści płynęły w odmęty wspomnień. Miała przyjaciół, miała ukochanych, miała dzieci, wnuki, psy, koty, nawet owce. Była kobietą - kierowniczką zakładu, uparta i zadziorna, zawsze gotowa do drogi. W 7 minut pokonała na piechotę kilometr do stacji w Serokach, żeby dać nam walizki w dniu urodzin Mai. Potem odbierała ją w nocy, by nosić i śpiewać, gdy płakała, a my już nie wiedzieliśmy, co robić.

    Była w stanie skoczyć w ogień za kimś, kogo kochała. W jej oczach, jasnych i filuternych, była ciekawość i miłość. Wzięła pożyczkę z banku, żeby spędzić czas ze swoimi wnukami, Mikołajem i Dominikiem, bez ograniczeń, i kupiła im Adidasy, jakie chcieli, nawet helikopter! Niczego nie żałowała. Mówiła mi, “za dużo pracujesz, odpocznij, dbaj o siebie” i “czy masz pieniądze? Bo mogę Ci dać.”

Spisała sen, jaki przyśnił jej się, gdy mieszkała już w Niepokalanowie: “Słońce świeciło w każdą stronę. Musimy kochać wszystkich ludzi, niezależnie od pochodzenia, urody - ważne tylko - ludzie muszą być dobrzy, jak chleb. (...) Nigdy w swoim życiu nie widziałam takiego słońca. Sceneria przepiękna, wszystko ma jakiś sens i każda rzecz przynależy do kogoś, bo wszyscy mają swoje miejsce, gdzie mogą się rozwijać. To nasza Matka Boża tak pokazała ludziom cuda, wróciła do Polski, a tu muszą się czuć dobrze, ale też wsłuchiwać się w słowa płynące od Naszej Pani.”


Mamo, idź do słońca. Do zobaczenia!


Anna Lewińska z domu Witterschaim

ur. 9.lipca 1944 r. w Skarżysku Kamiennej - zm. 2.lutego 2026 w Niepokalanowie





niedziela, 13 maja 2018

#matka

***

jesteś w moim DNA
krążysz w krwioobiegu
słony i słodki
podnosisz ciśnienie
zabierasz sen
bez ciebie nie jestem już sobą
a ty sobą jesteś jak najbardziej beze mnie

otwieram żyły i wypuszczam cię
bez wahania

ja
- twoja matka

Po tylu latach nic się nie zmienia, a nawet rośnie w siłę. Jesteś mi drogi, myślę o Tobie nieustannie. Doceniam podwójnie za samą obecność, kiedy znikasz do innych, do świata. Trzymam Cię w otwartej, drącej dłoni gotowa w każdej chwili na lot. Wiem, że sobie zawsze poradzisz, bo tak Cię wychowałam. Czasem nie radzę sobie ja w byciu najlepszą wersją siebie - za każdym razem to trudne, bo masz prawo do tego, co najlepsze.







poniedziałek, 16 kwietnia 2018

List z miłością

Mój ojciec odszedł prawie 14 lat temu i zostawił ogromną pustkę. Mogę o nim wiele powiedzieć, nie był krystaliczny. Ale jedno, co na pewno mu się udało, to miłość do mnie. 
To dzięki niemu jestem wypełniona po brzegi zadowoleniem z siebie, z własnego wyglądu, pełna akceptacji do własnych potrzeb. Odważna i przekonana, że kobiety są równe mężczyznom. Że jestem warta wszystkiego na świecie i że mam dbać o siebie najlepiej, jak potrafię.
Ta miłość również nie była idealna. Nie radził sobie z dorastającą córką, moimi wybrykami i próbą rozbrojenia systemu. Gdyby nie był siwy, kiedy się rodziłam, z pewnością dorobiłby się siwizny w trzy sekundy... Był homofobem, antysemitą i skrajnym prawicowcem, taki był. Jednocześnie wpoił mi, że historia jest ważna - także ta wojenna, w której brał udział on i jego ojciec. 
Nie radził sobie z myślą, że ma nastoletnią córkę w ciąży, szalał ze strachu. Pamiętam jeden z niewielu momentów blisko jego śmierci, kiedy leżałam na jego kolanach, a on gładził mnie po głowie. I żadnych słów, żadnych pretensji. Odwiedził mnie także po śmierci - przyszedł nocą do szpitala, gdzie rodził się Mikołaj, usiadł na sąsiednim łóżku i patrzył na nas, uśmiechał się - jak mógłby nas nie odwiedzić?!
Przedwczoraj spotkał się ze mną znów pod postacią listu, jaki wysłał do mojej mamy w dniu, kiedy rodziłam się ja - w tym samym szpitalu. Nie wpuszczali wtedy na porodówki ojców, więc wszelka korespondencja dochodziła drogą przez personel. 
W tym liście zwracał się do mojej mamy, pytał o zdrowie i "wszystko, co jest z nami związane". Wyrażał z niej dumę i doceniał poświęcenie. 
Mnie nazywał "Kasieńką" i prosił, "żebym powiedziała, kiedy go wreszcie spotkam". Sam fakt tego, że przyszłam na świat był dla niego gwiazdką z nieba - a jeszcze nic nie zrobiłam! Czułam jego akceptację od początku - znów, nie idealnie w praktyce, bo przecież krnąbrna byłam z natury, a on porywczy, nie zawsze cierpliwy i znoszący w spokoju moje humory. Tak, byłam "córeczką tatusia" i dobrze mi z tym. Nikt mnie nie nazywał tak, jak rodzice - "Kasieńka" - nigdy potem. I w tym samym słowie jest tyle miłości, że wystarczyłoby do końca życia...
Mam nadzieję, że moje dzieci odczuwają takie samo przywiązanie i akceptację, jaką czułam ja. Że choćby w ich życiu było kiepsko, to będą miały siłę i odwagę wyjść raz za razem z każdej matni, z każdego problemu - bo będą wiedzieć, że są warte wszystkiego na świecie. 



sobota, 7 października 2017

Mieszkanie wynajmę

***

Mieszkam w sobie
Tuż za rogiem z dziennych świateł
Widzę siebie kątem oka
Jak przemykam
Chcę zapytać
Co u ciebie? Kiedy znowu?
Chcę zaptać
Co u ciebie? Wtedy znikam.

      Kto cię całuje
      Kto dotyka
      Kto mówi "kocham"
      Kto oddycha
      szybciej i mocniej
      Kiedy znikam?


Ostatnio namacalnie funkcjonowałam w dwóch czasoprzestrzeniach. Tej jednej "tu" i drugiej na ekranie "tam" w filmie "Obcy na mojej kanapie" w reż. G.Brzozowskiego, który powstawał 7 lat temu. Boże, tak dawno!
Tytuł filmu Grzegorza nawiązuje do couchsurfingu, do sytuacji, kiedy "obcy" zajmuje na chwilę miejsce na rzeczonej kanapie, przynosi ze sobą kawałek swojego świata, swoich spraw. Pojawia się na krótko, bardzo krótko, bo czym jest te 24 godziny pod wspólnym dachem - co może się wydarzyć?
Film wygrał już Srebrnego Lajkonika na Krakowskim Festiwalu Filmowym 2017. Polecam :)




fot.E.G.


wtorek, 11 sierpnia 2015

Mikrochemia - Sploty [field recording]

Mamy Mikrochemię i mamy "Sploty" z muzyką :)

Tekst, muzyka, gitara, vocal : KJL
Bańka na mleko, nagranie: Paweł N.



czwartek, 6 sierpnia 2015

Sploty #2

Kolejna piosenka z pewnością z nowej serii. Ma już muzykę, jutro jedziemy w plener z P. nagrywać.

Sploty

Cienką linią narysowane dłonie
Dłoni splot.
Ze sobą niczym nie połączone
Rozminięte.

To ja, to ty, to on, to my
W stumilowym lesie rąk.

Dotknij, dotknij mnie
Delikatne parzydełko
Uciec, uciec chcę
We własną głębię


Cienką linią mnie obrysuj
Moje jin i jang
Fluktuacje zmień
W rytmiczny puls

To ja,  to ty, to on, to my
Sobą nawzajem obrysowani

Dotknij, dotknij mnie
Delikatne parzydełko
Do gory wzbija się
Ku słońcu - wzbija się - ku słońcu - wzbija się...

PHOTO: SYLWIA T.

niedziela, 26 lipca 2015

Misa

"Misa"

Wypełnij mnie sobą
płatek po płatku
złotem

Zabłysnę z wnętrza
bogatsza
barocciem




Porozumiewamy się tylko sobie znanym językiem.
Jak dzieci, trochę poeci, trochę piloci.
Coś tworzymy na bieżąco i na zaś.
Rozpatruję Go w kawałkach i w całości wciąż od nowa.
Oczy ma spokojne, pełne nieba i gdy patrzy,
widać go całego, nie umie się schować.


niedziela, 31 maja 2015

Sen

Śniło mi się, że trzymam na ręku niemowlę. Miało dwa - trzy tygodnie, takie było malutkie. Śliczne, proporcjonalne, o dużych, łagodnych oczach i mądre.
Trzymałam je na rękach i weszliśmy razem do błękitnego basenu. Woda była troszkę chłodna, jak na tak malutkie dziecko - zaczęłam się zastanawiać, czy nie powinnam pójść z nim najpierw do lekarza na kontrolę, czy nie jest zbyt małe na takie ekscesy... Ale jemu się podobało, choć lekko drżało. Porozumiewaliśmy się bez słów. Wokół spokój i łagodna cisza. 

to dziecko, to My


piątek, 20 marca 2015

To nie ja, bejb

"To nie ja, bejb"

Nie płacz po mnie dłużej,
nie mogę więcej Ci dać
Nie jestem tą, którą znaleźć chcesz,
nie mnie wciąż szukasz w snach

Chcesz miękkich ramion, co przez noc
Oplotą ciasno ciało Twe
Chcesz, by mówić Ci na cały głos,
Że mocno pragnę, kocham Cię
Chcesz, by trzymać pewnie w dłoni swoją dłoń

Lecz ja nie jestem nią
Nie, nie, nie, nie jestem nią
To nie mnie wciąż szukasz w snach.

Otwórz swe oczy, kotku
Prawda wcale nie jest taka zła
Odchodzę, a Ty nie stracisz nic
Beze mnie więcej wszak masz

Chcesz czułych ust, co każdą łzę
Osuszą, gdy rozpadniesz się
Kogoś, kto będzie trwał przy Tobie, gdy
Tysiąc złych myśli ogarnie Cię
Kto powie tych magicznych parę słów

Lecz ja nie jestem nią
Nie, nie, nie, nie jestem nią
To nie mnie wciąż szukasz w snach.

Zejdź na ziemię, mała
W ciemności rozpłyń się
Zamiast serca kamień mam
Nie skruszy go ręka Twa

Nie przyjdę, gdy zawołasz mnie
Nie złożę róży u Twych stóp
Inna kobieta słodko smakuje mi
Jej będę wierny po grób

Bo to nie ja
Nie, nie, nie ja
Nie jestem tym, którego chcesz

Tekst popełniony we współpracy z Piotrem Ch.





poniedziałek, 9 marca 2015

Nagi pocisk emocji

***

Z cichym westchnieniem
Wbijam się w ciebie 
Gładki
Pocisk emocji 

Oczy otwierasz 
W niemym zdumieniu
Jak to
Jak to się dzieje 

Bez ostrzeżenia 
Bez obostrzenia
Bez broni białej
Duszą i ciałem 




czwartek, 26 lutego 2015

Porysowani

Primo.

Gdybym umiała rysować, narysowałabym gąszcz rąk. Wyciągniętych wszem i wobec, do i od. Szukających, poznających, chętnych. Mało która zwinięta w pięść, niewiele z nich pokurczonych i złych.
Muskają się, głaszczą, czują pod opuszkami podniesienie skóry i monstrancję niepokoju. Ci-sza.
Ile z nich z drugą połączonych? Lekko siebie uczepionych więcej. Ile z nich łagodnie podtrzymujących drugą? Mocniej zaciśniętych wokół więcej. Ile ciepłych i żywych?

Mam swoich osiem nie-boskich, zupełnie, zupełnie ludzkich.

Secundo

Podskakuje na igle. Łyka takty, wypluwa gdzie nie trzeba. Faluje. Nowa, wybrakowana płyta, której nie da się słuchać.
Porysowana.

Tertio

Do obrazka parę kresek tylko, ale Twoich. I już inny, popisany.
Ja - porysowana. Ty też.
Porysowani.



sobota, 17 stycznia 2015

Tribjuttu

***

Zapisuję wszystko w sercu i pamięci
Raz danego nie wyrzucam nawet źdźbła
Nienawiści gorzka nuta mnie nie nęci
Bo ty, to ty, a ja, to ja.

Przyjaciółmi też od biedy nie będziemy
Choć słów wielu się przelała cała rzeka
Ludzie różnie postępują na tej ziemi
Lecz mnie pół-rzecz nibybytu nie urzeka.

Choć mi szkoda, bo świat nie jest czarno-biały
I odcieni, doznań, przeżyć niesie multum
Tej miłości, która śniła swe koszmary
Parę zwrotek podaruję za "tribute to".




piątek, 9 stycznia 2015

poniedziałek, 24 listopada 2014

Pragnienie

Los

Odmieniać przez przypadki
aż minie zima
aż stanie się nieodmienny
los
- przez różne osoby, czasy i przestrzenie.
Zatrzyma się i przeleje
w świt każdego dnia
obok siebie.



wtorek, 9 września 2014

King of Heart

Rozkładam karty na stoliku. Talia w ręku jest gładka i zimna. Brzegi zdradzają wielokrotne sesje z nimi w roli głównej.
Wiedzą to, czego nie wiem lub czego się nie domyślam. Na skraju świadomości wiszą czerwone i czarne kształty. Skraplają się w myśl i mieszają w kalejdoskopie duszy.
Wyciągam je pojedynczo.
...

Król bez atu.


wtorek, 2 września 2014

Kto trzyma koniec

***
kto trzyma koniec
ten zna początek
kto dotrzyma słowa
nie chowa urazy

Obiecałam dać sobie w końcu czas. Nie ułamek chwili, tylko cierpliwe, długie godziny i dni.
Nie łapać tego, co przyjdzie, tylko to, co odpowie na wołanie.
To, czego mi brakuje - cierpliwość. 
...
Że też ja zawsze muszę mieć rację. 
Teraz mi jej właśnie bardzo potrzeba. 


Dla rozrywki za to, bo pomimo wszystko - żyję, bo mam poczucie humoru i cholernie jestem odporna, odrastam jak salamandra. Podobno za to odpowiadają makrofagi - moje to jakieś giganty zmutowane. Tak sobie tylko myślę, czy to nie tak, że odrastające części nie zmieniają się nieco. Może tak być.
Czyli ja, ale już inna.

Dla rozrywki - właśnie.

***

już wiesz
lubię ryzyko
...
nawet chorób serca
i układu krążenia

Praga, ściana Lennona



wtorek, 19 sierpnia 2014

Mężczyzna od a do z

***

Mężczyzno drażliwy
w palcie do ziemi
czekam by rozwiać
Twe wątpliwości

Mężczyzno wrażliwy
w oknie zawieszam
firankę z rąk
i z nóg zasłonę

Nie drwię
Chodź




Przy pisaniu tego wiersza pomyślałam o axis mundi. Tym, co nas dzieli i nas określa. Jasność i ciemność w ostrym kontraście, a między gałęziami szara strefa. Obaw, oczekiwań, niepewności, kompromisów, uległości, pragnień, które spełniając się, tworzą nowe, większe. Smok o stu głowach.

środa, 13 sierpnia 2014

Mapy i znaki

Wyruszę w podróż po półwypach.
Oceaniczny zakręci mną prąd.
Spłynę deszczem do rzek
Porwie mnie wiatr.

Od czubka palca do jeziora
Gdzie żyje język, zwinny gad
Zamoczę stopy, piersi;
Wstyd
Porwie wiatr.

Podniosę mosty zwodzone rąk
Odkryję głuchy tętent serc
Położę głowę pośród traw,
Porwie mnie wiatr.

Rozczeszę dłońmi stepów włosy
Zawyję, jak wilk
Mój głos rozniesie po równinie
Ogień i wiatr.



piątek, 14 lutego 2014

Liz-ard Queen

patronat: Stalowa 52


Dzisiaj posypią się z ust wielu słowa słodkie, jak miód, lepkie od namiętności, ociekające i mokre albo gładkie i ulotne jak talk; puszyste, jak małe białe kotki i króliczki. Różowe, jak śluzówka, czerwone jak obrzmiałe ciepłą krwią mięśnie.
Choose your colour.
Enjoy :)

"love to kill"