sobota, 26 maja 2012

Malwina Wanda Chabocka - malarstwo

K.J.L

Malwina, przyjaciółka od lat, maluje, pisze, gra, wystawia, tworzy... 
Portret jej wykonania znalazł się na wystawie Dazed and Refused. Można go kupić za grube funciaki.

Spójnie

Dążę do tego, żeby się wszystko spajało. Jeśli spina się językiem - po ciele, po święcie, po dniu i nocy, po polsku i międzynarodowo - to bardzo dobrze. Wybrakowany język spajam klejem z obrazów. Bawię się - homo ludens. 




(nowe zdjęcia - zakładka Photos)

Poza kadrem - uświadomić sobie (Done!), że występuję w błogosławionym i skazanym (na cierpienie, śmiech i łzy) szeregu Matek. 



niedziela, 20 maja 2012

Pogaduchy

Znalazłam dzisiaj kolejną bramę, której nie znałam. Jutro, może pojutrze, zrobię tam parę zdjęć. Na jednym będzie oko, z którego źrenicy wystają czerwone kable instalacji, krwawo dość, surrealistycznie i prasko.
Na drugim namalowana kamienica i kot, bajkowa postać z wygiętym grzbietem. Na trzecim żółta żyrafa. 
Po tak pięknie wyczerpującym tygodniu mam ochotę uciec od życia i chyba teraz nikogo nie lubię. 
Mam nadzieję, że jak powrócę, ktoś jeszcze zostanie... 



***

nie mogę
bo
powinnam



środa, 16 maja 2012

Na Krechę w Grawitacji

Przysiad z Łucją Dudzińską, Pawłem Paszkiewiczem i Zdzisławem Mikłaszewiczem w Grawitacji uważam za wielce udany wieczór poetycki.
Słuchacze słuchali z odpowiednim natężeniem, prezentujący, zasiadłszy na wygodnych kanapach i fotelach, godnie zaprezentowali... Dowiedzieliśmy się "skąd czerpiemy inspirację" i "jak daleko pada życie od poezji". Słowem, porządnie i z poczuciem ogólnego zadowolenia. 
Przeczytałam:

"Cali-fornication"
"*** o tylu, tylu rzeczach rozwodzić się można"
"***światło pada na twarz"
"Słodko"

oraz zaśpiewałam "Wyprawę" a capella. 
Uzupełnienie relacji foto-video wkrótce.






piątek, 11 maja 2012

Gościnny Przysiad w Grawitacji 16.05.2012


Jak widać (niezbyt wyraźnie, co prawda) na załączonym obrazku z Painta, poetyckie wystąpienie publiczne z moją skromną osobą, między innymi, odbędzie się tu i tu, o tej o tej, wtedy i wtedy.
Zapraszam, oczywiście.
K.J.L.

poniedziałek, 7 maja 2012

Enough


“When I got enough confidence, the stage was gone. When I was sure of losing, I won. When I needed people the most, they left me. When I learnt to dry my tears, I found a shoulder to cry on. And when I mastered the art of hating, somebody started loving me.” 
― William Shakespeare


"Za sobą"

Dość tych słów
Padających jak grad
Niczego nie dajesz mi
W zamian
Do serca, które nie przyjmuje kłamstw
Nie dobijaj się

Zatęskniłeś może
Stąd szaleńczy rejs
Po wodach, których nie strzeże nikt
Nie zostawiaj już
Śladów mokrych stóp
Śladów moich łez

sobota, 5 maja 2012

Jaszczur

Skóra złazi ze mnie, jak z jaszczurki, parę ruchów na paddelboote i biceps się ładnie zarysował. 
Zewnętrzna wylinka trwa parę dni. Wewnątrz, tu, na wysokości splotu słonecznego, czuję zastój. 
Nie wystarczy nocy, żeby przespać, sny śnią się znamienne i męczące. Tylko raz przyszedł do mnie kudłaty pies, położył swoje cielsko na moim boku i oddychał ciepło i zwierzęco. Trochę się bałam, trochę ufałam. Gdyby chciał mnie zagryźć, zrobiłby to od razu. Na razie sobie poszedł. Brakuje mi jego ciężaru, bo przytrzymywał, ustalał grunt. Jakie to dziecinne, naiwne... 
Dzień, za gorący, zbyt kłótliwy, wylewa się z ram, nie ma końca, nie zatraca, choć tyle się dzieje. 
Na chwilę się wyłączyć, nie dryfować po zakamarkach umysłu, zostać tu, gdzie jest ciało, zapanować nad nim. The time is now, now, now. 
Chwila prawdy (jak sobie radzę?) przyszła, tak, jak sądziłam. 
Nie szukaj mnie, proszę, nie goń, egoizm pcha ten Twój wózek, nic innego - Circulos vitiosus - piszę list otwarty, bo mogę się otworzyć. To luksus, na który Cię nie stać - o, ironio. Dlatego do mnie mierzysz. 
Przykro mi, szkoda, żal. 


Wszyscy i tak patrzą na ostatnią gwiazdę w dyszlu Wielkiego Wozu, nie na cztery koła, co go pchają.




sobota, 28 kwietnia 2012

Głośno o słabościach

Jakie masz słabości? Czego Ci brakuje, żeby wstać rano z rachunkiem zero? Rozprostowywać kości, nie sumienie. 
Kiedy otwieram oczy, widzę skrawek nieba tuż nad kamienicą naprzeciwko. Wymienili fasadę, może ma nowego właściciela, zdecydowanie lepiej się trzyma. Wieczorem błyszczą w niej światła, słupy jasnej karnacji wbite w cegły. Stoi przy obskurnej ulicy, niewiele osób wie, że istnieje, a ci, co wiedzą, nie podnoszą oczu znad chodnika, by lepiej się przyjrzeć. Nie patrzą w górę. 


Wybrałam swój zapach - drażniący, odurzający, narkotyczny, stały. Opium. 



***

jestem zmęczona
mówieniem do innych, którzy
usuwają sie w cień
za szybko odchodzą w swoją stronę
ci, którzy są (mówię do nich,
jak do lustra)
nie są tobą

jestem zmęczona
dziarskim wypinaniem piersi
przełykaniem samotności
jak gorącej kluski

ojciec uczył mnie, że muszę pierwsza
wystawiać się, wykrzyczeć
"tu jestem i takie są moje
słabości" (z nich drwią najchętniej,
można tego uniknąć, kiedy się innych
drwiną z siebie wyprzedzi)

z jedną z nich występuję publicznie
zbieram brawa i ulotne
dowody pożądania
- nikt mnie nie zapytał "kto to" -
a ja
odczyniam uroki
stojąc na szpilkach


***

- teraz cię zostawię
- wiem - powiedziałam
choć miałeś na myśli
tamtą krótką chwilę,
może rozpiętość wieczoru
nie mogłeś zaprzeczyć
ani wtedy
ani później