Były skomplikowaną rakietą, którą wystrzelono w kosmos.
Były rzadką mapą, wartą krocie.
Były bogato ilustrowaną księgą, której opowieści inkrustują umysł.
Były magicznymi kamieniami, niosącymi wielką moc.
Teraz to kosmiczne śmieci.
niedziela, 11 stycznia 2015
piątek, 9 stycznia 2015
środa, 7 stycznia 2015
I Ty mnie
Moje sny, moje koszmary, które śnię za długo i budzę się mokra od łez - nie mają mocy tam, gdzie Prządką jestem ja.
Rozrzucam ramiona i nogi zagarniając przestrzeń i czuję, że żyły są pełne krwi.
Wystarczy na razie ciepła.
Not enough
Stand still and hold your breath
It won't last long.
Two steps away are sands of grief
They will come.
Many hands holding
Many hopes growing
Many tries given
Many hearts opened
Not enough
if yours only.
Rozrzucam ramiona i nogi zagarniając przestrzeń i czuję, że żyły są pełne krwi.
Wystarczy na razie ciepła.
Not enough
Stand still and hold your breath
It won't last long.
Two steps away are sands of grief
They will come.
Many hands holding
Many hopes growing
Many tries given
Many hearts opened
Not enough
if yours only.
sobota, 3 stycznia 2015
Niezmordowanie
***
weszła baba do przerębla
po szyję
razdwatrzyczterypięćsześćsiedemosiemdziewięćdziesięćjedenaście
wyszła
i żyje
weszła baba do przerębla
po szyję
razdwatrzyczterypięćsześćsiedemosiemdziewięćdziesięćjedenaście
wyszła
i żyje
czwartek, 1 stycznia 2015
niedziela, 28 grudnia 2014
Z bani
W oparach, odwrotnie, niż w zwierciadle, nagle jasność.
Od dwunastu lat z jedną kobietą. A co będzie zmieniał. Jest w porządku. Nawet jeździ, ale mogłaby się poduczyć. Co będzie zmieniał, wie pan. Na wczasy na narty jeździmy do Juniora.
Ciekawe, co ona na to. Ciekawe, czy w tym samym tonie: a, chłop jest, dobry, co będę zmieniać. Pieniądze do domu znosi, mógłby czasem po sobie do zmywarki włożyć. Nie nauczył się, a nie szkodzi, wie pani, trudno.
Jakoś mi tak nieśmiesznie z tym.
Drugi się prężył, chodził w tę i z powrotem, jak pies po klatce. Klatkę miał niczego sobie. Nikłe światło łamało się łagodnie na wzniesieniach.
Reszta cisza. Oddychać ciężko, choć warto podsłuchać. Przez moment znów zapragnęłam być mężczyzną. Nagiemu wolno przeparadować, bo przecież w saunie należy. Jakbym się wyłożyła na ławeczce jak rozgwiazda, to by mi pierwszy tatuś jakichś dzieci zwrócił uwagę. Krępująco.
Od dwunastu lat z jedną kobietą. A co będzie zmieniał. Jest w porządku. Nawet jeździ, ale mogłaby się poduczyć. Co będzie zmieniał, wie pan. Na wczasy na narty jeździmy do Juniora.
Ciekawe, co ona na to. Ciekawe, czy w tym samym tonie: a, chłop jest, dobry, co będę zmieniać. Pieniądze do domu znosi, mógłby czasem po sobie do zmywarki włożyć. Nie nauczył się, a nie szkodzi, wie pani, trudno.
Jakoś mi tak nieśmiesznie z tym.
Drugi się prężył, chodził w tę i z powrotem, jak pies po klatce. Klatkę miał niczego sobie. Nikłe światło łamało się łagodnie na wzniesieniach.
Reszta cisza. Oddychać ciężko, choć warto podsłuchać. Przez moment znów zapragnęłam być mężczyzną. Nagiemu wolno przeparadować, bo przecież w saunie należy. Jakbym się wyłożyła na ławeczce jak rozgwiazda, to by mi pierwszy tatuś jakichś dzieci zwrócił uwagę. Krępująco.
piątek, 26 grudnia 2014
Zgłodniałam
"Wiedz, wielkie słowa z czasów, gdy działanie
jeszcze widzialne było, nie są dla nas.
Kto mówi o zwycięstwie? Przetrwać - oto wszystko."
R.M.Rilke "Requiem"
***
Gdy mówię,
spotkaj się ze mną na dwóch równoległych,
czy pragnę zwycięstwa?
Za wielkie słowa, za dużo pragnień;
przetrwać - oto wszystko.
Gdy myślę,
więzną myśli w trybach przypuszczenia,
trą, jak kamienie,
które w zębach miele
pustynny dromader.
Gdy się modlę,
tylko zaklinam naiwnie,
bo Rzeczywistość przecież mnie nie słyszy.
Przeżuwa każdego,
choćby sprytnie umykał
na koniec kolejki.
Co by było, gdybym pogodziła się z tym, jak nic nie znaczą wysiłki pojedynczego istnienia. To brzmi, jak klucz do szczęścia. Chcieć tylko tego, co dane, co akurat będzie przepływać obok. Tkanie sieci - pusty śmiech, ułuda panowania nad czymkolwiek. Krew w nas krąży dzięki jednemu impulsowi raz wsączonemu w krwioobieg. Ktoś raz kiwnie palcem - niech palec będzie w spuście - i gaśnie światło, bez piosenki na bis. Chcieć - to brzmi impertynencko, prostacko, bez gustu. Chcieć wszystkiego - to nie szaleństwo, bo wariatom można wybaczyć, to postawa ignoranta, który trzymając za ogon, opisuje słonia.
A jednak, po godzinie, stwardniała od filozofii, głodnieję.
Krzyczy we mnie, drze ryja, ogłusza - ciało głodne życia, nie teorii, nie skruszonej miny. Niech sobie przesiadują w wieżach z ogryzionych kości, co chcą. Niech się dławią chłodnikiem z beznamiętnych kazań.
Chcesz, to chodź, ja ciebie zapraszam do wspólnego stołu.
Nażryjmy się, jak świnie, najbliższe przecież rodzajowi ludzkiemu, od serca.
Bonsai
Pod ręką czyjąś
przygięte ramiona
rosną,
Choć inny rzucają
kształt cienia.
Dotknij mnie
a twoje słowo
wchłonę w ciało.
piątek, 19 grudnia 2014
Błędy moje powszednie
***
ADHD podobno nie istnieje
łgał, jak pies ten, co to wymyślił
a sądzili niektórzy
że posiadają
przynajmniej tyle
otóż nie
uwierzyli w kłamstwo
dające poczucie sytości
usprawiedliwienie
mój urojony skrótowiec
ma wiele liter
i na wpółślepą zwolenniczkę
poniedziałek, 24 listopada 2014
Pragnienie
Los
Odmieniać przez przypadki
aż minie zima
aż stanie się nieodmienny
los
- przez różne osoby, czasy i przestrzenie.
Zatrzyma się i przeleje
w świt każdego dnia
obok siebie.
Odmieniać przez przypadki
aż minie zima
aż stanie się nieodmienny
los
- przez różne osoby, czasy i przestrzenie.
Zatrzyma się i przeleje
w świt każdego dnia
obok siebie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

